Ten weekend właśnie minął był WordCamp Manchester tutaj w Wielkiej Brytanii (tak, prawdziwy Manchester dla naszych amerykańskich naśladowców). Dałem swój pierwszy w historii rodzaj rozmowy i prawdę mówiąc, post talk czułem się jak może jestem idiotą bumbling przed ludźmi. Jesteśmy naszym gorszym krytykiem, prawda?
Chcę o tym teraz porozmawiać i lepiej się wyartykułować, bo moi ludzie na to zasługują.

W ciągu dnia podeszła do mnie Steph Walker, jedna ze wspaniałych wolontariuszek (wszyscy są niesamowici!), zapytała, czy zrobię lekką rozmowę. Nigdy wcześniej nie mówiłem na Wordcampie, nie miałem prawdziwego przygotowania, absolutnie żadnego pojęcia o tym, o czym mógłbym lub powinienem mówić. Niektórzy z naszego zespołu ciągle mi powtarzają, że powinienem wygłosić wykład. Steph miała broń przeciwko mojej… ok, może nie, ale zgodziłem się, że spróbuję. Pomyślałem, co mi tam, zwykle i tak się nie zamykam, a ci ludzie chcą mi dać mikrofon. Dowcipy o nich … Muhahahahahaha!
Oto wszystko, co chciałem powiedzieć o moim zespole. Wykład był nazywany ” zdalna praca i bycie szczęśliwym.”
Prawie dziesięć lat temu zacząłem pracować jako support w WPMU DEV, tuż na pierwszej linii. Nasz zespół nie był duży, było mniej niż 10. Czasami może to być nieco izolujące. James, nasz dyrektor generalny, sprawdzał się od czasu do czasu, aby zobaczyć, jak się czuję, a nawet przekazać kilka opinii. Nie trwało zbyt długo, dopóki nie awansowałem na szefa wsparcia, a moim zadaniem było znalezienie niesamowitych ludzi. W tym momencie musiałem podjąć decyzję, jakim menedżerem chciałem być?

To było trudne zadanie i przez pierwsze kilka tygodni musiałem bardzo mocno wypuścić kilka osób. Straciłem przez to sen i czasami dzisiaj wciąż myślę i czuję smutek, ale to musiało być zrobione. Ten syndrom ole impostera też szybko zadziałał! Często czai się w cieniu, ale to już inna historia.

Każdy-kto, postanowiłem zatrudnić ludzi, którzy mieli w sobie coś wyjątkowego, poczucie humoru podobne do mojego, chęć pójścia o krok dalej, kogoś, komu zależy, lub kogoś zdeterminowanego, by być kimś więcej. Można by powiedzieć, że pasja i determinacja. Czasami dawałem szansę ludziom, którzy nie byli doświadczeni. W rzeczywistości jeden lub dwóch nie miało żadnego doświadczenia, ale zrobiłem to, ponieważ ich osobowość była miła i ciepła lub znalazłem coś, co sprawiło, że po prostu chciałem w nich wierzyć. Niektórzy ludzie potrzebują szansy i kogoś, kto w nich uwierzy.

Budowanie tego zespołu było tym, co pomogło mi uszczęśliwić. Więc tak, byłem samolubny. Zbudowałem zespół, by mnie uszczęśliwić. Otoczyłem się zdumiewającymi i budzącymi podziw ludźmi, na których mogę polegać i z którymi mogę się przyjaźnić. Można powiedzieć, że buduję rodzinę.

Często żartuję, że wszyscy wykonują ciężką pracę … po prostu przypisuję sobie zasługi. Ale w rzeczywistości to prawda. Wszyscy wykonują niesamowitą pracę, a fakt, że to sprawia, że dobrze wyglądam, to tylko efekt uboczny bycia w pobliżu cudownych ludzi. Nigdy nie pracowałam w miejscu tak inspirującym jak to, dla mnie to nie jest praca, to radość i pasja.
„Kultura zjada strategię na śniadanie.”- Peter Drucker
Jesteśmy teraz blisko 100 silni i to przynosi własne problemy. Większy zespół niestety oznacza ryzyko opuszczenia ludzi i nie tego chcę. Chcę, żeby wszyscy nasi ludzie czuli się częścią tej rodziny. Chcę, żeby mieli z kim porozmawiać, żeby nigdy nie czuli potrzeby, żeby byli zamknięci i otwarci. Aby to zwalczyć, uwielbiam próbować i sprawdzać się ze wszystkimi na każdym stanowisku firmy. Nie zawsze jest to praktyczne, więc potrzebowaliśmy więcej tropów. Prowadzimy mniejsze zespoły poprzez wsparcie i od momentu przejęcia funkcji COO zaczęliśmy robić to samo w rozwoju. Te mniejsze zespoły mają swoich kumpli prowadzących z zamiarem zapewnienia nam wszystkim przyjaciela i wsparcia, którego potrzebujemy, gdy tego potrzebujemy.

Podsumowując: rozproszone czy nie, otocz się niesamowitymi ludźmi, na których możesz polegać. Potrzebujemy wspólnoty. Potrzebujemy ludzi, aby dotrzeć do nich w potrzebie.
Kocham mój zespół, kocham moją rodzinę.